Czy jesteśmy zmuszani do wyboru?

Dzisiejszy, kapitalistyczny świat otwiera przed nami ogrom możliwości – możemy być kim chcemy i robić to, co chcemy (o ile oczywiście posiadamy niezbędne ku temu środki finansowe i żyjemy w sprzyjających warunkach społeczno-politycznych). Każda sfera życia została zdominowana przez wybór, a ponieważ ciężko jest znać się na wszystkim, przed podjęciem nawet najmniejszej decyzji powstrzymuje nas poczucie, że nie jesteśmy odpowiednio wykwalifikowani, mamy za mało danych, zwracamy się więc w stronę ekspertów – coachów, dietetyków, blogerki modowe, lub sięgamy po poradniki. Wszędzie słyszymy, że powinniśmy zmienić siebie, odkryć swoje prawdziwe ja, wziąć życie w swoje ręce.

Decyzje podejmowane są na poziomie nieświadomości, ważny jest wpływ społeczeństwa, wybór jest emocjonalny a nie racjonalny – podejmując decyzje poddajemy się presji otoczenia, odczuwamy lęk przed tym co powiedzą inni, jak ocenią nasz wybór. Stojąc przed wielością alternatyw panikujemy i podejmujemy najprostsze decyzje – kupujemy to co znamy, lub bierzemy najdroższe (z nadzieją że jest najlepsze).
Ciągle oceniamy siebie i innych – w raportach ewaluacyjnych na uczelni lub w pracy, jakość obsługi (Yelp, gwiazdki na Facebook’u, niedawno pojawiła się też możliwość oceny zakupów w Biedronce). Czy nasze życie będzie wyglądało jak w Black Mirror[1], gdzie ocena, jaką wystawią nam inni będzie decydowała m. in. o tym w jakiej dzielnicy możemy mieszkać? A może pójdziemy w prostszą wersję przedstawioną w The Orville (+/- zamiast gwiazdek)[2].

Życie stało się mało przewidywalne, ale człowiek potrzebuje stabilizacji. Próbujemy więc wytyczyć sobie ścieżki, które niestety cały czas się zmieniają. Chcemy racjonalizować i ulepszać każdą sferę życia. Staramy się maksymalizować korzyści i minimalizować koszty. Lęk przed podejmowaniem decyzji wzbudza nie tylko mnogość wyborów, ale też strach przed stratą tego, czego nie wybierzemy – „podejmując ryzyko nadajemy większą wagę temu, co możemy stracić niż temu, co chcemy zyskać”[3].
Stąd niechęć do podejmowania decyzji ostatecznych i odsuwanie konieczności dokonania wyboru w czasie. Opcja, której nie wybraliśmy męczy nas, cały czas zastanawiamy się co by było gdyby. Jednak dopiero z perspektywy czasu widać, które decyzje miały rzeczywiście duży wpływ na nasze życie. Bo to często te błahe, codzienne wybory kształtują nasze życie, a niekonieczne te, które w danym momencie uważamy za ważne (choć rzadko kiedy wybranie skrętu w prawo lub w lewo ma tak kolosalne znaczenie jak w przypadku Donny Noble)[4].

Nawet rezygnując z wyboru nie robimy tego do końca. To ciągłe zbieranie danych i odkładanie momentu podjęcia decyzji na później jest formą odmowy wyboru. Tęsknimy za opcją, której nie wybraliśmy, poddajemy się złudnej nadziei, że do punktu na rozdrożu można wrócić, że decyzja nie była ostateczna i to wszystko da się jeszcze cofnąć, lub przekonaniu, że zmiana czeka tuż za rogiem (a skoro tak, to decyzję mogę podjąć w każdej chwili, więc jeszcze nie teraz, lub będę te decyzje podejmować co chwilę, żeby nie doczekać konsekwencji i stałości w postanowieniu – czy może raczej oczekuję zmiany natychmiastowej, a skoro jej nie odczuwam, to podejmuję następne decyzje).
To utwierdza nas w przekonaniu, że tak naprawdę nie mamy wyboru, bo podjęcie takiej czy innej decyzji niczego nie zmieni, lub zmieni na gorsze (stąd trwanie w szkodliwych związkach lub nudnej pracy). Taką sytuację można przyrównać do dialektyki pana i niewolnika Hegla – niewolnik tkwi w miejscu, unika podjęcia wyboru, boi się nieznanego i woli trzymać się tego co zna. Nawet jeśli ma możliwość wyboru, zachowuje się tak, jakby decyzja została już podjęta, narzucona z góry przez kogoś innego.
W tym momencie pojawia się kategoria wyboru wymuszonego, czyli postawienia w sytuacji wyboru jednocześnie go pozbawiając. Salecl w swojej Tyrani wyboru podaje przykład armii[5], ale czy akcja #metoo nie pokazała że przez dziesięciolecia wiele kobiet w Hollywood (i nie tylko) były stawiane w podobnej sytuacji? Milczeć czy podnieść głos? Obie opcje wiązały się z ostracyzmem społecznym – z jednej strony milczenie pociąga za sobą przyzwolenie na krzywdzące zachowania mężczyzn u władzy, jednocześnie dając parasol bezpieczeństwa chroniący przed wrogimi spojrzeniami, z drugiej domaganie się sprawiedliwości często wywołuje skutek przeciwny do zamierzonego (domniemanie niewinności oskarżonego i zarzucanie kłamstwa oskarżającej.

Czy więc jesteśmy zmuszani do wyboru? Tak, i to na każdej płaszczyźnie życia. Nad niektórymi decyzjami nawet się nie zastanawiamy, inne męczą nas i staramy się odwlec moment ich podjęcia jak najdalej w czasie. Niektórzy szukają oparcia w religii, z nadzieją, że ich życie zostało już zaplanowane i to nie oni poniosą konsekwencje swoich decyzji. Inni skaczą pomiędzy różnymi opcjami ze strachu na ostateczność wyboru. Niestety (na szczęście?) nic dwa razy się nie zdarza i nie jesteśmy w stanie wrócić do punktu wyjścia. Musimy iść przez życie z bagażem doświadczeń będących efektem i świadectwem podejmowanych przez nas decyzji.




[1] Nosedive, Black Mirror S03E01
[2] Majority Rule, The Orville S01E07
[3] R. Salecl, Tyrania wyboru, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2013, s. 162
[4] Turn Left, Doctor Who S04E11
[5] R. Salecl, Tyrania wyboru, s. 176

Komentarze