Czy w wynajętym mieszkaniu jesteśmy u siebie?

 Jedną z kwestii, z którą większość ludzi mierzy się w swoim życiu na etapie studiowania, jest wyprowadzka od rodziców. Wynika to z dominacji we współczesnym świecie zachodnim modelu rodziny, w której usamodzielnienie się każdego kolejnego pokolenia wiąże się z zakładaniem nowego, własnego gospodarstwa domowego.

Konstytucja RP w teorii zakłada prowadzenie polityki sprzyjającej zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych społeczeństwa, praktyka jednak rysuje się o wiele mniej kolorowo. Słabo rozwinięte budownictwo socjalne, jak również specyfika systemu kapitalistycznego, uniemożliwiają młodym ludziom chcących żyć „na swoim” zyskanie do dyspozycji mieszkania w sposób tak prosty, jak powinno się oczekiwać. Marek Krajewski w swoim tekście „Normalnie substandardowo” cytuje spostrzeżenia Piotra Olecha, który przytacza dane statystyczne dotyczące Polski; wynika z nich, że ponad 1/5 obywateli Polski mieszka w warunkach, w których na jeden pokój przypada dwie lub więcej osób (Krajewski, s. 41). Niekiedy kwestie finansowe przyczyniają się do kolektywnego wynajmu mieszkania wraz ze znajomymi, dzięki czemu tworzą się niewielkie „komuny”, całkiem dobre w roli medium towarzyskiego, jednak słabo sprawdzające się w normalnym życiu (Krajewski, s. 45-46).

Oczywiście podany wyżej przykład studentów jest tylko przykładem; na swoje mieszkanie czekają przedstawiciele i przedstawicielki wielu grup społecznych i wiekowych. Zawiłości całej sprawie dodaje oczywisty fakt, że mają oni i one różne wymagania i oczekiwania, w związku z czym będą definiować przestrzeń uważaną za „swoją” na różne sposoby.

Najczęściej zatem, chcąc spełnić potrzebę własnych czterech kątów, w grę wchodzą dwie opcje: wzięcie kredytu lub też wynajem. Kredyt równa się wieloletniemu uzależnieniu od kredytodawcy, przy tym same kredyty ze względu na nie tak dawne kryzysy finansowe i dokonywane w Polsce przekręty, wokół dokonywały się afery, nie mają powszechnie pozytywnej opinii. Można z tego wyciągnąć założenie, że wynajem mieszkania to w stosunku do tej pierwszej o wiele powszechniejsza praktyka. Jednakże czy korzystając z wynajmu rzeczywiście trafiają oni na swoje? Z punktu widzenia stosunków własnościowych sprawa jest oczywista: mieszkanie należy do wynajmującego, stanowiąc zasób, który wynajmujący używa do pomnażania swojego kapitału. W Polsce aż 36% Polaków wynajmuje mieszkania od państwa lub podmiotów prywatnych, w ramach wolnego rynku. Rozważania takie dotyczą zatem znaczącego odsetku mieszkańców Polski.

Jak pokazuje na przytaczanych przykładach Krajewski, wynajmowane w Polsce mieszkania bardzo często są celowo doprowadzane do gorszego stanu przez wynajmujących. Składują oni w nich podniszczone przedmioty, których sami nie używają, ale które żal im wyrzucać; lepiej zatem, by zniszczyli je całkiem potencjalni wynajmujący. Właściciele przykładają dużą wagę do tego, aby mieszkaniec „znał swoje miejsce”, posuwając się nawet do przykręcania mebli, przez co indywidualizacja przestrzeni mieszkalnej staje się znacznie utrudniona, uniemożliwiając aklimatyzację w przestrzeni i jej odebranie jako naszej. Osobną kwestię stanowią również wspominane w tekście przypadki skrajne, gdy wynajmujący znajduje się cały czas w pobliżu, np. w sąsiednich pomieszczeniach (takich jak chociażby garaż) czy też cierpi na niezdrową fascynację przedmiotami należącymi do lokatorów, przegrzebując je pod ich nieobecność (Krajewski, s. 47-52).

Paradoksalnie jednak jak pokazuje Krajewski, mimo prób celowego kształtowania przestrzeni w wynajmowanych mieszkaniach na nieprzyjazną… nie odbiega ona znacząco od przeciętnego polskiego mieszkania. W ramach przeprowadzonego w poprzedniej dekadzie projektu badawczego zebrano kilka tysięcy fotografii polskich domów, które na dobrą sprawę nie różnią się zbytnio od zdjęć znajdowanych w ogłoszeniach dotyczących wynajmu (Krajewski, s. 53).


Przy tym wszystkim należy wziąć pod uwagę również aspekt psychologiczny. Ciężko jest nam zrealizować nasze marzenia, więc dopasowujemy się do zastanych warunków. W ostatecznym rozrachunku to, gdzie jest nasz dom, jak wygląda jego urządzenie i czy dobrze się w nim żyje zależy od nas samych; możemy próbować wyrwać się spod wszystkich ograniczeń, jakie narzuca nam rzeczywistość, w której egzystujemy (Krajewski, s. 56). I choć tzw. amerykański sen i „bycie kowalem własnego losu” to tylko slogany, rozmijające się z prawdą o realiach późnego kapitalizmu, to wciąż możemy „naginać rzeczywistość” poprzez sposoby, w jakie ją odbieramy.


Bibliografia:
Krajewski, Marek. Normalnie substandardowo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga